Jack Orlando

MOJA ULICA, PAMIĘTNIK KIBICA

Pamiętam. Wróciłem do kamienicy. Spod wycieraczki zabrałem klucz i otworzyłem drzwi od mieszkania. Wówczas pojawiła się moja sąsiadka, Alice. Zamieniliśmy kilka niezbyt grzecznych słów, po czym wskoczyłem do swojego biura. Z półek u spodu szafy wyciągnąłem notes i klucz, którym otworzyłem szufladę obok biurka. Leżał w niej mój pistolet. Spod globusa zabrałem kolorową miotełkę, a z portfela na kanapie kilka banknotów. Przemyłem oczy w łazience, po czym wróciłem na korytarz. Zastukałem do Alice. Dziewczyna zaprosiła mnie do środka. Przy kawie wyżaliła mi się, że zgubiła swoją zmiotkę i w jej mieszkaniu zaczyna robić się brudno. Podarowałem jej miotełkę, a gdy rzuciła się w wir pracy, pożyczyłem sobie jabłko oraz rękawice bokserskie. Wyszedłem na korytarz. Schwyciłem stojącą pod ścianą miotłę, po czym skierowałem się na ulicę.

Zajrzałem do zaułka, w którym popełniono morderstwo. Podniosłem niedopałek cygara i mocno zużytą gazetę, po czym spróbowałem wspiąć się na dach. Niestety drabina była zbyt wysoko. Wróciłem na ulicę i przeszedłem na drugą jej stronę. Skręciłem w zaułek obok pucybuta. Trafiłem na cichą uliczkę, na której nieduży konik raczył się trawą. Pod jego kopytkami dostrzegłem podkowę. Zagarnąłem ją miotłą (bałem się podejść bliżej, by nie zarwać kopytem), po czym wsunąłem do rękawicy bokserskiej. Miałem teraz naprawdę zabójczą broń... a przynajmniej wystarczająco zabójczą, by nikogo nie zabić tak do końca (od tego miałem pistolet).

Wróciłem pod moją kamienicę. Zajrzałem w zaułek po lewej, na zagracone podwórko. Kobieta siedząca w oknie była cholernie opryskliwa. Darowałem sobie rozmowy z nią i z uśmiechem na ustach sięgnąłem po korbkę, jaką dostrzegłem na stojącym tam wraku. Chwilę później zaskoczył mnie Murzyn, właściciel wozu. Dostał boksersko-końską plombę w zęby, aż się nakrył nogami. Schowałem korbkę do kieszeni i pobiegłem na miejsce zbrodni. Za jej pomocą ściągnąłem drabinę na ziemię i wspiąłem się na dach. Tam znalazłem pudełko zapałek z Night O'Granis, a także sporo gołębich odchodów. Pokręciłem się jeszcze trochę, po czym zszedłem na dół. Przydybał mnie inspektor. Oddał mi klucze do samochodu, ponoć zgubiłem je, zarwawszy w łeb. Wróciłem na ulicę. Już miałem wskoczyć do wozu, gdy z zaułka wyskoczył Murzyn od korbki. Trzasnął mnie o ścianę, aż zobaczyłem gwiazdki przed oczyma. Zamknąłem je, otworzyłem - nadal były. Jak się okazało, straciłem przytomność, a w międzyczasie nastała noc. Wskoczyłem do samochodu i wyruszyłem na miasto.

CENTRUM MIASTA, ULICA CIASNA

Zajechałem do centrum, zatrzymując samochód tuż obok kwiaciarki. Udałem się w prawo, a następnie uliczką ku górze. Zaraz za pralnią chińską odnalazłem sklepik Charliego. Poprosiłem go o pomoc. Okazało się, że niedawno był u niego facet palący Black Deathy. Był dobrze ubrany i nosił ze sobą laskę. Pożyczyłem od sklepikarza 5$ oraz nowe wydanie "Today's News", po czym wróciłem na ulicę. Odnalazłem mój samochód, jednak nie wskoczyłem do środka. Poszedłem dalej, aż za hotel. Po drodze moją uwagę przyciągnęła zniszczona kamienica. Rozwaliłem kopniakiem deski i wszedłem do środka. W salce po prawej znalazłem kij do gry w palanta, a tuż obok - wazonik. Chwilę później natknąłem się na bezdomnego. Gdy zaatakował mnie, potrąciłem go bejzbolem. Wziąłem linę, która leżała pod oknem.

Wróciłem na ulicę i odszukałem uroczą, choć nieco leciwą kwiaciarkę. Podarowałem jej miły uśmiech oraz znaleziony przed chwilą wazonik. Kobiecina bardzo się wzruszyła i chcąc się odwdzięczyć, wcisnęła mi w ręce stary chiński manuskrypt. Wymieniłem go pod pralnią na informację o gorylu z klubu od zapałek. Postanowiłem się tam udać. Odszukałem zniszczoną kamienicę, lecz tym razem nie wchodziłem do środka, tylko pomaszerowałem dalej. Mieściło się tam Night O'Granis. Kilka dolarów przekonało bramkarza, który wpuścił mnie do środka. Tam porozmawiałem z damulką siedzącą przy barze. W zamian za piątaka wyśpiewała, że facet od laski nazywa się August Bellinger i mieszka w hotelu.

Chwilę później nie było już mnie w barze. Wpadłem do Paradise, zagadnąłem recepcjonistę i wyciągnąłem od niego, że mój obiekt mieszka w pokoju 101, zapasowe klucze ma zaś sprzątaczka. Udałem się na zaplecze. Miałem szczęście - sprzątająca znikła, zostawiając pęk kluczy w zamku. Zabrałem klucz do pokoju 101, wróciłem do hotelowego hallu i wjechałem windą na pierwsze piętro. W gniazdku faceta z laską przejrzałem w pośpiechu notes. Moją uwagę zwrócił zapis, wedle którego facet miał spotkać się z niejakim Smithem w Night O'Grande. Znak rozpoznawczy: nowy numer "Today's News".

Wyszedłem na zewnątrz i ruszyłem w kierunku klubu. Chwilę później byłem już w Night O'Grande. Smith siedział już na miejscu. Pokazałem mu gazetę, porozmawialiśmy trochę, po czym wyszliśmy na tylne podwórko. Kiedy facet odwrócił się, by (jak twierdził) odliczyć kasę, walnąłem go w kark. Padł zemdlony. Związałem drania i wróciłem do knajpy. Tym razem przy stole siedział Bellinger. Przywitałem się z nim, pokazując "Today's News", i zaproponowałem zmianę lokalu. Ruszyliśmy do jazzowego Cotton Club.

Niestety, nie dotarliśmy. Byliśmy już praktycznie na miejscu, kiedy z przejeżdżającego samochodu posypały się w naszym kierunku kule. Bellinger zmarł na miejscu, zaś przybyła w chwilę później policja znów uznała mnie winnym. Gdy gliniarze oddalili się, a inspektor jeszcze nie nadciągnął, zmyłem się z miejsca wypadku. Pod Night O'Granis porozmawiałem z taksówkarzem, polecił mi pobliski warsztat Franka. Domyśliłem się, że tam właśnie policja odholowała mój samochód. Poleciałem pod Cotton Club, potem na prawo, w długą uliczkę, gdzie przy ścianie stał jakiś pijak. Facet zagadał o parę groszy. Nie dałem mu nic, co więcej, wyciągnąłem od niego informację o lokalizacji warsztatu. Był dalej prosto, przy tej samej ulicy

Mechanik przywitał mnie dość niechętnie, jednak odpowiedział na moje pytania w sposób grzeczny. Na placyku tuż obok jego zakładu znalazłem niebieski samochód przykryty plandeką. Odsłoniłem ją, a następnie zajrzałem do środka. Na siedzeniu fotela leżała karta wstępu do kasyna. Przywłaszczyłem ją sobie, po czym wróciłem do centrum miasta. Od taksówkarza spod Night O'Grandis dowiedziałem się, że za whiskey Frank zrobi wszystko. Mieszkający za rozwalonym domem Johnny Flaszeczka poradził mi, bym w sprawie tego alkoholu zajrzał do gorzelni. Za pralnią chińską, na samym końcu uliczki, znalazłem przyjemną restauracyjkę. Stojącemu pod ścianą gorylowi pokazałem kartę wstępu. Chwilę później byłem już w kasynie. Pogadałem z grającymi, szczególną uwagę zwracając na siedzących w kącie pokerzystów. To nie spodobało się ochroniarzowi. Wziął mnie za kark, zabrał broń i zaprowadził do don Scalettiego. Powiedziałem mu o śmierci Bellingera. Nie przejął się nią, za to siedząca na fotelu kobieta niemalże zemdlała. Ja zaś po krótkiej rozmowie wylądowałem w celi. Scaletti pojechał załatwiać jakieś interesy w porcie, więc miałem jego restaurację na własne potrzeby. Trzeba było tylko wyjść z paki.

Z pomocą przyszła mi Elizabeth, jak się okazało, narzeczona Bellingera. Wsunęła mi pod drzwi łom. Poprosiłem ją, by darowała sobie myśli o samobójstwie i skryła się u mnie w mieszkaniu (klucz pod wycieraczką). Rozwaliłem drzwi od celi i wyszedłem na korytarz. W salce, w której jeszcze przed chwilą siedział Scaletti, znalazłem mój pistolet, a także teczkę z dokumentami. Wyszedłem na tylne podwórze restauracji. Po mostku nade mną człapał ochroniarz z karabinem. Musiałem się go pozbyć. Odkręciłem zawór w rurze po lewej, a gaz dopełnił reszty. Zebrałem rozsypane po ziemi naboje i ruszyłem przed siebie. Zamknięte na kłódkę drzwi od bramy otworzyłem pistoletem. Na tyłach kamienicy z czerwonej cegły, stojącej nieopodal chińskiej pralni, znalazłem niewielkie podwórko. Na beczkach i skrzynkach w jednym z jego kątów leżała korbka. Przy jej pomocy uruchomiłem samochód ciężarowy. Potem zajrzałem do wnętrza budynku. Pracujących tam załadunkowych już nie było - pozostawili po sobie flaszeczkę whiskey. Gdy zajrzałem do warsztatu Franka, mój samochód był już gotowy. Mechanik w zamian za gorzałkę oddał mi kluczyki do wozu. Wreszcie!

ZACHODNI PORT, ZIELONY KORT

Zaparkowałem nieopodal bramy prowadzącej doków zachodnich. Podszedłem bliżej, okazało się, że jest zamknięta na łańcuch. Na ziemi, po lewej, znalazłem pięciocentówkę. Chwilę później zajrzałem do knajpy 'Blood Shark'. Zakupiłem u barmana piwo i poczęstowałem nim siedzącego przy stole marynarza. Wilk morski odstąpił mi swój kawałek kaszanki. Schowałem go ostrożnie do kieszeni i wróciłem na ulicę. Przeprawiłem się na drugą jej stronę. W jednym z zaułków porozmawiałem z bezdomnym raczącym się rumem. Parę kroków dalej było podwórko, a na nim pies. Poczęstowany kaszanką zamilkł. Podniosłem leżące na środku nożyce do blachy, po czym wróciłem na ulicę. Rozciąłem łańcuch blokujący drogę do doków, po czym udałem się na krótki rekonesans.

Okazało się, że w dokach kręcą się jacyś strażnicy z bronią. Wycofałem się na ulicę. Odwiedziłem bezdomnego - już spał. Cichaczem porwałem jego rum i schowawszy go do kieszeni pobiegłem z powrotem na nadbrzeże. Przeczekałem krążącego nieopodal hangaru goryla, po czym pobiegłem za nim na lewo. Po dłuższym truchcie dotarłem do podwórka otoczonego skrzynkami. Poszedłem przed siebie. Odszukałem żeglarza łowiącego ryby w zatoczce. W zamian za rum staruszek zaoferował mi swoją linę. Z tą udałem się w kierunku skrzyń. Skręciłem na prawo, w wąską wnękę pomiędzy dwiema skrzyniami, i dotarłem na kolejny placyk. Z zaułka wyszło na mnie kilku osiłków. Jeden trzymał łom. Poczułem, że drżą mi ręce. Wyciągnąłem więc pistolet i wymierzyłem w pierwszego z oprychów. Zwiał, podobnie jak i jego kumple. Chłopcy uciekali tak szybko, że nawet łomu zapomnieli. Podniosłem go i odwaliłem deskę ze skrzyni po lewej. Wziąłem ją i poszedłem w kierunku samotnego kutra 'Mary Ann'. Dzięki niej przedostałem się na pokład. W kabinie znalazłem kotwicę, do której przywiązałem linkę. Tak uzbrojony udałem się z powrotem w kierunku ulicy.

W czasie tego spaceru moją uwagę przyciągnął hangar, a ściślej jego wielkie, stalowe drzwi. Odsunąłem je i wszedłem do środka. Wewnątrz wspiąłem się po drabince na przybudówkę i pobiegłem na prawo. Okazało się, że trafiłem we właściwe miejsce. Don Scaletti załatwiał właśnie jakiś brudny interes z wojskowymi. Po chwile wyszedł na zewnątrz. Przełączyłem dźwignię w ścianie, by zdezorientować strażników, po czym podbiegłem do drabinki i wspiąłem się na dach. Tam ogłuszyłem ochroniarza przy pomocy pistoletu. Zaczepiłem kotwicę za zrąb dachu i gdy spacerujący na dole goryl nie patrzył się, zsunąłem się na dach ciężarówki. Chwilę później byłem już na szlaku.

BAZA WOJSKOWA, ALE RYMU JUŻ BRAK

Gdy drzwi od magazynu zamknęły się, zeskoczyłem z dachu ciężarówki i rozejrzałem się dookoła. Ze skrzyni z narzędziami, zamontowanej pod podwoziem pojazdu, zabrałem siekierkę. Rozwaliłem nią kłódkę i wyszedłem na zewnątrz. Skierowałem się na lewo, podniosłem leżący na ziemi drucik, po czym wróciłem do ciężarówki. Na biurku tuż obok niej stało imadło. Przy jego pomocy wygiąłem drucik tak, że zmienił się w wytrych. Wyszedłem na zewnątrz. Włamałem się do magazynu po lewej, gdzie przebrałem się w mundur majora. Na szyi powiesiłem sobie nieśmiertelnik.

Poszedłem w prawo. Kilkadziesiąt metrów za kantyną i stróżówką znalazłem kwaterę główną. Wdrapałem się na pierwsze piętro i zajrzałem do pierwszych drzwi po lewej. Siedział tam łącznościowiec. Postarałem się, by opuścił pokój, po czym podłączyłem kabelek od jego telefonu do aparatury. Zadzwoniłem do inspektora i zaprosiłem go do jednostki. Następnie zajrzałem do sąsiedniego pokoju. Zamieniłem parę słów z sekretarką Julią, informując ją o włamaniu i zniknięciu jednego z mundurów. Kobieta zameldowała o tym majorowi, którego widziałem z Scalettim. Koniec końców udałem się do pokoju na końcu korytarza. Zastałem tam pułkownika. Poinformowałem go o przestępstwie, pokazałem nawet teczkę don Scalettiego. Wtedy mi uwierzył. I tak - mimo późniejszych, drobnych kłopotów z majorem oraz inspektorem - wywinąłem się stryczkowi. Wciąż to pamiętam. I nie mów mi, że piję za dużo. Jak widzisz, mój mózg wciąż pracuje na najwyższych obrotach... i tak już będzie pracował zawsze.


Powrót    Drukuj